Ja nie muszę... Ja chcę... Spotkanie z Mary Kay Fot. Violetta Gajek / mojelesko.pl

Ja nie muszę... Ja chcę... Spotkanie z Mary Kay Wyróżniony

Felietony Napisał  %PM, %15 %981 %2019 %22:%Sty wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę Galeria 0
Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Na spotkanie poszłam..., bo obiecałam... Nie powiem, że mi się chciało, po tygodniu organizowania WOŚPu, robienia zdjęć i po przeliczaniu puszek wolontariuszy, naprawdę  marzyłam o odpoczynku. Ale to nie o tym miałam napisać...

A tak jeszcze na marginesie - od pisania jest Marek, ja nie potrafię, ja tylko robię zdjęcia... (pewnie zaraz usłyszę komentarz kolegi: - Ty ani to, ani to... ;) ). Więc proszę o wybaczenie za styl, ewentualne literówki itd...

Na spotkanie Mary Kay w Lesku przyjechała pani dyr. Dorota Cebartowska, pani dyr. Kinga Dudzińska, pani dyr. Kinga Bieńczak... Jak tam przyszłam, pomyślałam - będzie sztywno, nudno i znów będą nam wciskać kosmetyki, ale przecież obiecałam...
Na początku, jak to na początku - było trochę sztywnawo, trochę czuć było tremę, ale sala pełna była pięknych kobiet, zadbanych, uśmiechniętych... Niektóre z nich znam, a na spotkaniu nie poznałam, bo  wyglądały jakoś inaczej... A swoją drogą, dlaczego nie na co dzień tak?
Jedna z pań zaczepiła mnie i mówi: - Ma pani identyczne glany, jak ja (oczywiście wybrałam się na to spotkanie w glanach...). Popatrzyłam na nią i mówię: - Pani chodzi w glanach? Nie podejrzewałabym...:) Wiem, wiem... Cała ja :)

Spotkanie rozpoczęła Ewa Porada. Przedstawiła nam dyrektor Dorotę Cebartowską i myślę: ...Teraz zacznie się  o  kosmetykach...
I tu moje zaskoczenie. Piękna, elegancka, zadbana blondynka zaczęła mówić o rodzinie, dzieciach, związkach  i o nas, o nas - kobietach, o naszych ZAPOMNIANYCH  marzeniach.
Opowiadała o swoim życiu, o początkach w  MARY KAY, o tym jak jej życie się zmieniało, i o tym, że życiem człowieka rządzi przypadek... A może inaczej, że wszystko, co nas spotyka, ma sens i prowadzi do lepszego.
Jak ja to mówię - jest przyczyna i jest skutek...

I ja, taka zmęczoną, zaczęłam z ogromną ciekawością słuchać wypowiedzi, bo jakbym słuchała trochę o sobie, o sobie kiedyś, o sobie teraz, o sobie zapomnianej... troszkę.
Myślę sobie - jeżeli nic się nie dzieje bez przyczyny, to ja tu miałam być, ale po co...? Nie przywiązuję wagi do makijażu, nie przepadam za kremami, itd., itp. Odpowiedź jest prosta. Musiałam tam być, żeby na nowo odkryć siebie. I żeby powiedzieć WAM, że jesteście piękne..., że czas najwyższy zapomnieć o ponaciąganych dresach i ubrać się dla siebie, dla męża, zrobić sobie piękny makijaż, bo bądźmy szczere - zapomniałyśmy o sobie w tej codziennej gonitwie. Bo zawsze jest coś ważniejsze, niż MY: nowe płytki do łazienki, męża papierosy, nowe buty dla dziecka itd., itd...
Wiem o tym, bo sama taka jestem - zawsze jest COŚ WAŻNIEJSZEGO, niż JA.
Bo my już się zaszufladkowałyśmy: że nam nie trzeba, bo po co? A właśnie po to, żebyśmy znów poczuły się piękne, kochane. I nieważne, że kilogramy, celullit itd., bo dalej w środku to My (a tak nawiasem mówiąc: on też nie jest już tym szczupłym, wysportowanym chłopakiem...).
Więc wstań rano, poświęć 10 minut dla siebie (na pewno je znajdziesz) i ubierz fajny ciuch, a nie wiecznie te "po domu"... Zrób makijaż i rób to, co robiłaś dotąd, ale jaka piękna, zadbana... I jak przejdziesz obok lusterka, sama będziesz zaskoczona - to JA, dawna JA wróciła. :)
Kiedy ostatnio zakładałyśmy superszpilki? Chodziłyśmy w pięknych sukienkach? Ja nie pamiętam. Ale odpowiedzmy sobie szczerze: Czy nie brakuje nam tego? Czy podświadomie za tym nie tęsknimy? Ja zdałam sobie sprawę, że tak.

Właśnie to spotkanie uświadomiło mi, że nie można wiecznie gonić i nie mieć czasu. Trzeba przeznaczyć go choć troszkę dla siebie. Żeby zadbać o SIEBIE, żeby wyjść z koleżanką, żeby poczuć się kobietą, a nie tylko kucharką, sprzątaczką itp...
No i dbajmy o siebie nie tylko zewnętrznie, ale i też wewnętrznie. Dbajmy o nasze relacje z dziećmi, z mężem. Zaproś swojego męża na randkę (tak, na randkę), zrób kolację przy świecach, zapytaj go czy jesteś piękna, bo to dalej Ty - taka, jak 20 lat temu... I tak samo on, to dalej ten chłopak, w którym się zakochałaś.
Powiedz mu, żeby ci kupił kwiaty i dał w oryginalny sposób (no, niestety, im trzeba mówić, nigdy tego nie zrozumiem, ale...). Przypomniało mi się jak ostatnio byłam w Tesco z kolegą i patrzę - przy kasie są kwiatki... Mówię do niego: - Kwiatka mi kupi ;) haha..., i kupił, a jestem pewna, że jakbym nie powiedziała..., to nie. Ot, powiem tak - trzeba ich zaprogramować ;). Tak, zaprogramować ;)
Faceci muszą mieć proste, krótkie komunikaty, co mnie osobiście doprowadza do szału..., bo ile razy można przechodzić obok urwanego zawiasu... A można, i to długo, bo przecież: nie powiedziałaś mu, nie pokazałaś palcem... Dla nas to jest oczywiste, dla nich nie...
Nigdy tego nie zrozumiem, chyba...
Inny przykład: mówię do mojego syna: - Odkurz. To on odkurza tylko jeden pokój... Ja oczywiście dostaję szału, a on: - A powiedziałaś, że wszystko?
Znowu dostaję szału - no oczywiście, że nie powiedziałam, bo po cholerę, przecież to oczywiste... Jak widać, dla nich niekoniecznie... ;)
Więc, tak jak pisałam, proste komunikaty: kup mi kwiaty, i daj w wyjątkowy sposób :).

Skończmy z rutyną w naszym życiu, w naszych związkach, ZACHOWUJMY SIĘ TAK, JAKBYŚMY ZNÓW MIAŁY 20 lat, bo przecież tyle mamy ;).

Wracając do spotkania... Do łez rozbawiła mnie anegdotka, którą opowiedziała Pani dyrektor firmy Mary Kay:
Żona mówi do męża: - Wiesz kochanie, tak marzę, że ja obieram ziemniaki, a Ty podchodzisz, obejmujesz mnie i namiętnie całujesz ... A mąż patrzy na nią i mówi: - Kochanie, przecież ty nigdy nie obierasz ziemniaków... ;)

Więc mówmy o czym marzymy, czego chcemy. Nie wstydźmy się wyrażać uczuć. Szczęśliwa JA, to szczęśliwa moja rodzina, moje dzieci. Popatrzmy na życie nie z pozycji: JA MUSZĘ, ale - JA CHCĘ.
Chcę się zmienić, chcę być dawną Ja, chcę żeby mój mąż, partner był dawnym mężczyzną i uwierzcie - on jest, jest taki, jaki był. Identyczny. Jeżeli myślałyście, że ślub, dziecko go zmieni..., to z całym szacunkiem - jesteście naiwne... On jest taki, jaki był, tak samo, jak i nasze dzieci są naszym odzwierciedleniem... Bo przecież na kogo patrzą? Z kogo biorą wzorce? oczywiście, że z nas ;).
Mam nadzieję, że mój syn tego nie przeczyta...
Bo jestem okropną bałaganiarą. Jak ściągam ciuchy, to "ryp na podłogę"... I co mam się dziwić mojemu dziecku, że jest taki sam? Toż to moje odbicie w wielu rzeczach... Uświadommy sobie, że drażnią nas w dzieciach nasze własne wady... Więc może zamiast piłować: posprzątaj pokój, bo masz jeden wielki bur..l, powiedzmy - Przepraszam, że krzyczałam. Ja byłam taka sama...

Mogłabym jeszcze pisać i pisać, ale dość... Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam...
Miałam to opowiedzieć Markowi, żeby napisał tekst, ale już po spotkaniu rozmawiałam sobie z panią dyrektor i mówiłam, że z przyjemnością umieszczę zdjęcia na portalu i opowiem koledze, żeby napisał artykuł, a ona do mnie: - A dlaczego nie Ty?... - Ja? - mówię. - Ja nie umiem pisać.
- Ale umiesz mówić, przecież mówiłaś na środku, więc napisz o tym, co mówiłaś.
I tak sobie dzisiaj pomyślałam: kobieta ma rację, umiem mówić (czasami za dużo), więc dlaczego nie opisać tego?

Nie bójmy się otwierać na nowe wyzwania. To, że masz wszystko poukładane: dom, dzieci, męża, psa, nie znaczy, że nie możesz się otworzyć na coś nowego, innego.

Spotkanie MARY KAY, to była przede wszystkim eksplozja kobiecości i piękna.
Zapyta ktoś o kosmetyki. Tak, były. Nikt nikogo nie namawiał do ich kupienia i nikt nie kupował. O kosmetykach była mowa przez chwilkę. W trakcie spotkania było również losowanie kosmetyków, że tak powiem - za nic. Za to, że przyszłyśmy, posłuchałyśmy, dowartościowałyśmy się, wypiłyśmy kawę i nic nie kupiłyśmy, bo to było przede wszystkim spotkanie mówiące o NAS, o naszych ZWIĄZKACH i DZIECIACH.
Może z tego spotkania nie wyniosłaś kosmetyków, ale na 100% wyszłaś z wiarą w siebie, w to, że jesteś piękna :).
A jeżeli przy okazji zostaniesz konsultantką Mary Kay, bo CHCESZ albo poczytasz o nich, albo kupisz jakiś kosmetyk..., dlaczego nie... Przecież możesz, jeśli zechcesz...
Ja też napisałam felieton ;).

Z przyjemnością pójdę na takie spotkanie jeszcze raz i zaciągnę, nawet na siłę (jak nie będą chciały), moje koleżanki ;)
Uważąm, że idealnym terminem byłby 8 marca :).

Wyglądajmy zawsze tak, jakby codziennie było spotkanie z Mary Kay.
JUŻ DAWNO NIE CZUŁAM SIĘ TAK DOBRZE..., I TAK ŹLE - BO ZDAŁAM SOBIE SPRAWĘ, ŻE JA, TAK, JAK i WIELE INNYCH KOBIET, ZAPOMNIAŁYŚMY O SOBIE.

Fiolka

Ps. Już nie przyjdę na spotkanie w glanach... ;)

Poniżej tekstu - GALERIA ZDJĘĆ ze spotkania.

Fot. Violetta Gajek

Czytany 1113 razy Ostatnio zmieniany %PM, %17 %969 %2019 %22:%Sty

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Pogoda

piątek, kwiecień, 19, 2019

Pogoda Lesko z serwisu

Zdjęcie dnia

Brak grafik